wtorek, 30 sierpnia 2011

Cold Fusion - Report


     Co można znaleźć na płytach z muzyką określaną jako "military ambient"? Między innymi marsze nieugiętych żołnierzy, odgłosy wystrzałów, fragmenty patriotycznych przemówień i tę niezwykłą aurę zagrożenia ciążącą nad całością. Takie między innymi elementy składają się na zawartość płyty Report. Po raz pierwszy została ona  wydana w wersji CD-R w 2005 roku w ilości 200 egz. przez niekomercyjny label War Office Propaganda. Po dwóch latach wznowiono ją w Rage in Eden na CD z nową okładką Michała Karcza. Pod nazwą tych wytwórni i projektu  Cold Fusion kryje się obecnie jedna osoba - Marcin Bachtiak. Ten wrażliwy kompozytor z Białogardu, człowiek o nieposkromionej wyobraźni, szybko stał się znany w wąskich kręgach miłośników muzyki niezależnej jako płodny twórca i wydawca, zarówno w Polsce jak i za granicą. Omawiana płyta należy już do kanonu gatunku. Nie powinno to nikogo dziwić, wszak rzadko można spotkać tak sugestywną muzykę. Zawarte w niej śmiałe wizje i wymowne odniesienia robią wrażenie na słuchaczach. W kilku sprawozdaniach z wojennych zmagań autor opowiada barwne historie. Oczywiście to, jakie wizje powstaną w  umyśle podczas odsłuchu, zależy też od wrażliwości samego odbiorcy.  Mnie np. podczas poznawania tej muzyki pojawiają się takie obrazy:
Report part I: Triumfalne fanfary ogłaszają wejście zwycięskiej armii. Report part II: Nastrój ciężki jak żołnierski rynsztunek, pełen determinacji marsz, potrzeba nieugiętego parcia naprzód - aż do zwycięstwa. Za każdą cenę! Żołdacy posłuszni padającym suchym tonem rozkazom - idą dalej i dalej. Report part III: Na teren bitwy wjeżdża czołg, który niezgrabnie obraca się na gąsienicach. Muzyka, jaką teraz słychać, to już nie gloryfikacja zwycięstwa, to przygnębiająca i dołująca fraza klęski. Dobrze ilustruje ona krajobraz dokonanej masakry. Członkowie załogi czołgu, choć niejedno w życiu widzieli, ze zgrozą obserwują spalony po ciężkiej walce obszar. Dookoła widać  okaleczone ciała i czuć potworną woń spalonej ludzkiej  tkanki. Report part IV: Wojna jak ślepy huragan niszczy wszystko wokół. Wojsko posłuszne propagandzie w ślepym posłuszeństwie zdobywa coraz to nowe tereny. Nie ma litości dla wroga. Monotonne, powtarzane co rusz te same dźwięki brzmią niczym spełnienie obłąkanej wizji bezdusznego wojownika. Report part V: Wojskowy werbel narzuca bezwzględny rytm niezaspokojonej śmierci. Coraz częściej powtarza się dźwięk sonaru, walki toczą się wszędzie. W tle mieszają się ze sobą pełne euforii krzyki skandujących tłumów  oklaskujących ukochanego wodza. W dalszym ciągu nad opowiadaną  historią ciąży widmo nieuniknionej eksterminacji.

Jednak w tej odhumanizowanej epopei finał utworu kryje jakiś ludzki akcent.  Report part VI: W powietrzu wisi gęsta mgła, spośród której wyłania się dwóch rannych żołnierzy.  Trwa ostrzał z kilku rodzajów broni. Fortepian jak zepsuty gramofon powtarza tę samą frazę. Z głośników całkiem wyraźnie, po polsku, padają archiwalne teksty z czasów "wielkiego" Stalina. Ciekawa jest ostatnia minuta tej ścieżki dźwiękowej wzbogacona o kolejny przestrzenny instrument. Report part VII: Muzyka, jaka teraz dominuje stanowczo nie nadaje się na tło wiejskiej sielanki. To posępny obraz wyludnionej krainy, która nie zawiera w sobie pozytywów. Nieomal słychać deklamacje po  niemiecku zniekształcone przez głośną grę na perkusji. Panuje destrukcyjny klimat,  atmosfera, która coraz bardziej gęstnieje.Perkusja powraca, nadając swoją ciężką grą dziwny, dekadencki ton. Report part VIII: Powtarzające się angielskie dialogi co jakiś czas zataczają koło. Kojarzy mi się to z nocną przeprawą. Słychać szum wody i słowa 'Tędy droga". Uratowano z koszmaru grupę cywilów i zamknięto ich w bezpiecznym miejscu...

    I tak w sumie nieoczekiwanie kończy się fascynująca muzyka z płyty  "Report". Niejednoznaczna, niepokojąca... i bardzo wciągająca. Motywy  militarne obecne na całej płycie przesądzają o jej formie. Ta bardzo sugestywnie oddana mechaniczność, determinacja - elementy wyraźnie widoczne w sferze zmilitaryzowanej wyróżniają tę płytę spośród  innych polskich wydawnictw. Ważne jest przesłanie, jakie podano przy zmianie nazwy labelu:

"Jesteśmy i zawsze byliśmy tylko wydawnictwem muzycznym. Nie ma w tym ukrytej jakiejkolwiek propagandy. Ani lewicowej, ani prawicowej, ani żadnej. Ale okazuje się, że w tym świecie wojen, kłamstw, głodu, śmierci, chciwości i propagandy nawet same takie słowa nie są mile  widziane"