piątek, 26 sierpnia 2011

Baffo Banfi - The Sound Of Southern Sunsets


    Giuseppe "Baffo" Banfi, włoski klawiszowiec, swoją muzyczną karierę zaczynał w latach 70. Grał w  Biglietto per l'Inferno (cóż za  prowokacyjna nazwa: bilet do piekła),  zespole z gatunku progresywnego rocka. Podczas tournee Klausa Schulze po Italii w 1975 r. doszło do spotkania tych dwóch muzyków. Niemiecki kompozytor uznał, że w Banfim tkwi niemały potencjał i pomógł mu wydać analogowe płyty - "Ma, dolce vita" 1978  i"Hearth" 1979 w  Innovative Communicaton. Kilka lat później w 1988 r. ukazuje się składanka plus parę nieznanych utworów na kompaktowym dysku The Sound Of Southern Sunsets. Jego zawartość dobrze oddaje pogodny charakter muzyki autora. Giuseppe ciekawie rozwija tematy, serwując rozkołysane melodie i przenikające serce solówki (Oye Cosmo Va). Wesołe rytmy gra z rozmachem właściwym  muzyce filmowej i idealnie nadające się jako podkład do westernów (Quelle Dolce Estate). Pewne fragmenty obsesyjnie się powtarzają, a  muzyka sprzyja bujaniu w obłokach. Czego jak czego, ale poczucia humoru nie sposób odmówić temu sympatycznemu Włochowi - ujawnia się ono w tytułach utworów. W Vino, Donne e Una Tastiera (Wino, kobiety i jedna klawiatura) słychać miłą melodię unoszącą się coraz wyżej i wyżej  niczym ze stopnia na stopień. Z kolei w Astralunato  Baffo ciekawie moduluje  ludzki głos. Miłośnikom dłuższych kompozycji może przypaść do gustu suita Fantasia Di Un Pianeta Sconosciuto. Pełno w niej kosmicznych efektów, wystrzałów, muzyka przyspiesza niczym rozpędzona rakieta, artysta epatuje zestawieniem pewnych podobnych wątków i wprowadza dynamiczne sekwencje. Treść kolejnych minut tej suity to trochę  pogłosów, dalszy wzrost prędkości, mocne nasycenie dźwiękami spectrum i królestwo sekwencji. Kompozytor (podobnie jak jego niemiecki promotor) wpada w pewien rodzaj amoku, stan  uniesienia, aż wreszcie ogranicza  natłok instrumentów, oczyszcza muzykę do rytmu (który przypomina mi stukot przejeżdżającego pociągu), po czym wszystko cichnie w oddali... Ostatnie trzy utwory  potwierdzają dotychczasowy pozytywny przekaz. Witalność, energia, relaks. Doskonała gra na perkusji i gitarze. Ta lekkość, z jaką Włochowi przychodzi komponowanie  zgrabnych kawałków na granicy popu, jest wręcz godna podziwu.
     Szkoda, że jego kariera zakończyła się na kilku krążkach.