środa, 27 lipca 2011

Przemysław Rudź: Self-replicating Intelligent Spawn


Jakiś czas temu dostałem do rąk płytę Przemka "Cosmological Tales". Kolega, który mi ją sprezentował, bardzo zachwalał wykonawcę. Rzeczywiście znalazłem na niej sporo perełek - jak choćby w trzecim utworze "Let there be light". Występuje tam moment ostrego przejścia, basowe ostinato na Oberhemie. Przy odsłuchu odnosi się wrażenie, jakby muzyka musiała się przedzierać na wolność z głębokiej otchłani. Pomyślałem wtedy, że pewnie polubię pozostałe jego płyty, jeśli tylko będą zawierać więcej takich rarytasów. Rozejrzałem się po Sieci. Okazało się, że nie jestem jedyną osobą zasłuchującą się w twórczości tego artysty. W rankingach labelu Generator kolejne płyty Przemka cieszą się dużą popularnością, zyskując uznanie fanów także poza naszym krajem. Można więc uznać, że Przemysław Rudź przebojem zaistniał w środowisku fanów El-muzyki.  Stało się to dzięki jego umiejętności łączenia różnych muzycznych gatunków i stylów oraz dołożeniu swoich pomysłów w taki sposób, aby całość brzmiała atrakcyjnie i świeżo. Z dotychczasowych czterech albumów najbardziej cenię trzecią płytę - Self-replicating Intelligent Spawn. Tytuł płyty powstał w czasie, gdy autor, mając nagrany i zremasterowany  materiał, szukał jakiegoś specyficznego, oryginalnego ogólnego określenia "ludzkości", a przy tym... oglądał film Blade Runner... Jak wyjaśnia autor w miniwywiadzie, który przeprowadziłem, "płyta wieńczy tryptyk, chciałem, żeby niosła za sobą coś optymistycznego". To ciekawe, że materiał z tego albumu miał się początkowo ukazać po Cerulean Legacy, ale ta była zbyt  minorowa, więc Przemek zbiera siły i komponuje coś, co bardziej pasuje na finał trylogii. Utwór rozpoczynający płytę - Stroll Along The Paths On A Chip (5:59) - powstał w 2007 roku, w całości na stacji roboczej KORG TR-76, i długo czekał na premierę. Jest to kompozycja bardziej rockowa niż elektroniczna. Wyróżnia się wyraźnym, mocnym podkładem perkusyjnym i ekspresyjną grą na fortepianie. Następne utwory są już całkiem inne. Po relaksacyjnym, klubowym wstępie, Neuronal Disorders Inside A Silicon Brain (13:35) proponuje słuchaczowi inną podróż. Początek jawi się jako nieco  mroczny, w stylu zamyślonego, dobrze przyswajalnego ambientu, ale nie  jest tak do końca. Muzyka rozwija się po kilku minutach w ciąg delikatnych  pulsacji. Udajemy się w kosmiczną podróż po zimnych  przestrzeniach, którą finalizują cieplejsze ornamenty z symulatora Eminent 310. The Race Towards A Knowledge (4:04) to krótki, dynamiczny  przerywnik. Swoją gęstą fakturą kojarzy mi się z muzyką z zabawkowych komputerów. W The 20th Century Dark Echoes (9:48) delikatne nastroje kreuje się ponownie za pomocą Eminent 310, przez co łatwo o skojarzenia z muzyką J.M.Jarre'a. Jako codę słychać wzniosłe, organowe solo. Ta pogodna twórczość nadaje się do wielokrotnego odsłuchiwania dla wszystkich, niekoniecznie dla wymagających koneserów. Short Message To Tomorrow (3:37) to prawdziwy przebój godny Marka Bilińskiego zagrany z weną i pasją. Mnie również się podoba. Po  trzech lżejszych gatunkowo fragmentach przychodzi czas na dwuczęściową suitę Giant Leap For Mankind (23:45). To niewątpliwie danie główne tej płyty. Utwór powstał w ciągu jednego dnia, dwudziestu godzin pracy non stop przy parapetach. Potem  dograne zostały tylko partie skrzypiec Dominika Chmurskiego. Po bardzo  spokojnym, urokliwym początku Floating Over Mare Tranquillitatispart  z wplecionym tekstem Neila Armstronga wchodzi taneczny beat  Extraterrestial Sensei. Każdy, kto zna skoczne podkłady z Audentity  Klausa Schulze, będzie teraz wniebowzięty.  Do tego transu Rudź  umiejętnie dokłada solówki, efekty, muzyka pędzi przed siebie porywając słuchacza na kolejne poziomy odczuwania. Całą płytę kończy Home Again (7:40) To bardzo miły fragment. Dostojnie gra fortepian. W tle słychać krzyki mew, przelewają się charakterystyczne fale a'la  Oxygene. Muzyka płynie swobodnie ozdobiona doskonałą grą poznanego  przez Myspace - Matthewa Saxa Campbella, a także zaskakującym muzycznym urozmaiceniem: beztroskim gaworzeniem ludzkiego głosu minimalnie zniekształconego przez efekt. Przemek napisał mi: "Kawałek kończący płytę to w moim zamierzeniu dla wszystkich powrót do miejsca, gdzie czują się najlepiej, gdzie jest im dobrze i gdzie chcieliby spędzić swoje życie". Myślę, że trudno o lepsze podsumowanie. Muzykę uważam za ciekawą, choć The Race Towards A Knowledge (4:04) śmiało można by było usunąć z tak dobranego zestawu.  Cieszę się, że z takiego eklektyzmu wychodzi tyle wartościowych nagrań. Ten dar łączenia muzyki lekkiej z ambitniejszą wychodzi tylko na dobre. "Nawet nie wiesz, ile czasu poświęcam na to żeby tak aranżować kompozycję, aby miała mój charakterystyczny styl" - powiedział artysta. My, fani, doceniamy to.