niedziela, 12 czerwca 2011

Harold Budd - Lovely Thunder


   Z wykształcenia pedagog, Harold Budd jest bardzo szanowanym w kręgu muzyki ambient kompozytorem. I nic dziwnego, zważywszy na moc oddziaływania jego muzyki i wysokie umiejętności przyjaciół, z którymi nagrywał płyty: Briana Eno, Robina Guthrie z Cocteau Twins, Andy Partridge'a  (XTC) czy Johna  Foxxa. W biografiach Harolda można przeczytać ciekawostkę z czasów młodości artysty. Podobno inspirował Budda szum przewodów telefonicznych. Położono je niedaleko jego domu w Victorville na południowym krańcu pustyni Mojave. Po wysłuchaniu Lovely Thunder uważam takie źródło natchnienia za całkiem możliwe. Te właśnie wydawnictwo (Lovely Thunder), o którym chcę dziś napisać, ma wiele zalet. Np. (co nie zdarza się często w ambiencie)  łatwo rozpoznać nagraną muzykę, prawdopodobnie dzięki specyficznej realizacji. Pomagał w niej Buddowi prócz R. Guthrie, sławny Michael Hoenig. The Gunfighter Najgłośniej w tym utworze słychać fortepian grający z tak dużym pogłosem, jakby stał na dnie pustej studni lub jaskini. Artysta uderza w klawiaturę leniwie, a zarazem trochę uroczyście.  Dużo tu  przestrzeni, rezonansu, panuje dziwny nastrój. Sandtreader Długo brzmiące linie syntezatora są niczym pytania rzucane w przestrzeń  Wydaje mi się, że melodia przewodnia podobna jest do góralskich motywów. Tęskna, tajemnicza i nieokreślona. Niczym mgła na szczytach wzniesień. Ice Floes In Eden Ponownie przestrzenny fortepian i sporadyczne grzmoty niedalekiej burzy. Pojedyncze dotknięcia klawiatury raz  delikatne niczym pojedyncze krople deszczu, a czasami ciężkie jak bryły lodu w opuszczonym Edenie. Niesamowity klimat.  Olancha Farewell Podobnie jak w drugiej kompozycji, na pierwszy plan wchodzą powłóczyste barwy syntezatora, dźwięki rozlewające się niczym tłuste plamy zużytego oleju - ciemne i lepkie.  Flowered Knife Shadows (For Simon Raymonde)  Trwająca siedem minut struktura, zwraca na siebie uwagę nie tylko szczególnym tytułem, ale przede wszystkim brzmieniem fortepianu. Ten instrument został tu wyeksponowany do rangi herolda ogłaszającego złowieszcze orędzie. Powiedziałbym, że te dźwięki są rodem z Apokalipsy. Przez kilkanaście lat od pierwszego wysłuchania nie udało mi się zapomnieć tego wrażenia. I.. Bardzo mnie to cieszy. W trochę innej wersji, pod tytułem "Memory Gongs" ukazał się  ten motyw na płycie Cocteau Twins "The Moon and the Melodies" Valse Pour Le Fin Du Temps Krótki melodyjny utwór, znakomicie nadający się na ilustrację, puentę jakiejś smutnej, nawet koszmarnej historii. Czy tak będzie się grało walca przy końcu czasów? Ciekawe, że ten fragment nie był wydany w wersji analogowej. Gypsy Violin Opowieść w kilku częściach. Harold dalej z upodobaniem używa ciągłych, późno gasnących fraz. Tytułowym skrzypcom towarzyszy tu jednostajny podkład, który, gdy podnosi się oktawę wyżej brzmi niczym...Fabryczna syrena alarmowa.  Podobnie jak w kompozycji "Flowered..." Panuje mocno dekadencki nastrój (i za to wielu fanów lubi muzykę Budda). Ten celowy zabieg skutkuje wyzwoleniem się głębszych pokładów emocji i mocniejszym odczuwaniem muzyki, przez co bardziej wrażliwych słuchaczy.
     W 2004r muzyk stwierdził, że kończy karierę, bo powiedział już, co chciał. Na szczęście nie dotrzymał słowa i do dziś nagrał około 40 tu płyt. Warto je poznać.