poniedziałek, 16 maja 2011

Tangerine Dream - The Island of the Fay


       Zespół Edgara Froese jest bez wątpienia legendą muzyki elektronicznej. Bardzo aktywny na rynku muzycznym, wydaje ostatnio średnio 10 tytułów rocznie. Są to koncerty na DVD, składanki, wznowienia, przeróbki starych nagrań w nowej wersji, modyfikacje wcześniejszych przetworzeń oraz całkiem nowy materiał. Szczególnie ten ostatni przyciąga uwagę z wiadomych względów. Wytwórnia Edgara poczęła pierwsze dzieło nowej serii  "Eastgate Sonic Poem Series" zatytułowane "The Island of the Fay - Edgar Allan Poe" inspirowane twórczością  E. A. Poe. Jak dobrze zrozumiałem, należy spodziewać się kolejnych płyt nagranych pod natchnieniem innych poetów czy pisarzy.  Poe - autor znakomitego wiersza „Kruk”, czy nowel  typu ”Zagłada domu Usherów”,  jest rzeczywiście świetnym źródłem inspiracji.  W jego opowiadaniach jest tyle grozy i niesamowitości, niedomówień i fantazji, że po latach chętnie się do nich wraca. Czy tak będzie z nową płytą Tangerine Dream? Czas pokaże. Osiem utworów jakie proponuje zespół można określić w skrócie jednym słowem: przewidywalne. Mimo pomocy Thorstena jako współkompozytora  (być może wynika to z szacunku do wizji Edgara jaki ma młodszy kolega) zespół gra podobną muzykę jak kilkanaście lat temu. W 1987r po odejściu Chrisa Franke w grupie zaczął się kryzys. Froese nie mógł znaleźć partnera który miałby na niego wystarczająco silny wpływ, był na tyle mocną osobowością aby zmobilizować do wspólnych poszukiwań całkiem nowych muzycznych kolaży. Zaczął więc etap kopania w dużym materiale dokonań zespołu często przerabiając skomponowane wcześniej dzieła na nowy, ale oparty na starych schematach wzór. The Island of the Fay to krótkie opowiadania, rytmiczne albo melancholijne które w rozwinięciu też będą miały regularny bit. Edgar od jakiegoś czasu wyrobił sobie nowy styl grania. Można go nazwać "spolegliwy". Jest to idea pozytywnego oddziaływania, tworzenie kompozycji na pograniczu New Age i łagodnej elektroniki. Jak mawia mój kolega, to jest  „Smooth by E.F.”.  Nie ma w nich szokujących elementów ani szczególnie ciekawych akustycznych niespodzianek. Poszczególne ścieżki rozwijają motywy z wcześniej wydanych płyt po raz któryś, na trochę inny sposób. Łagodne impresje które kojarzyć się mogą z ciekawymi krajobrazami i dużymi przestrzeniami. Jednak całość jest mocno słodka. Nie takie pisał opowiadania Poe. To powoduje moje zdystansowanie do tego produktu. Cenię Edgara za jego wrażliwość ale takie granie powoduje że otrzymujemy mulistą papkę. Oczywiście słucha się tego przyjemnie i …  szybko zapomina. Próbowałem znaleźć godny wyróżnienia utwór i okazał się nim ostatni „Darkness Veiling The Night” będący nawiązaniem do tematów podobnych polskim koncertom w 1983r. To za mało jednak aby produkt nabrał rangi dzieła. Można za to poczytać opowiadanie E. A. Poe zamieszczone w książeczce.