sobota, 28 maja 2011

Tangerine Dream - Live At The Tempodrome Berlin 2006


   Kilka razy słyszałem opinię, że koncert Live At The Tempodrome Berlin 2006 jest chyba najciekawszą płytą DVD zespołu Edgara z ostatnich lat. Sprawdziłem to więc Faktycznie, to był starannie przygotowany show. Skalkulowany na pokazanie tego, co w ludzkim potencjale grupy jest wartościowego. I tak np. jeżeli grano dynamiczny motyw z Flashpoint to naturalną konsekwencją było na pierwszym planie kamery wyeksponowanie wdzięcznie poruszającej się za bębnami Iris, jeżeli muzyka miała wydźwięk sentymentalny to Jerome akurat żuł gumę. Trzy plany przejrzyście prezentowały muzyków: na samym dole i po bokach, najbliżej publiczności mieli swoje miejsce muzycy ekspresyjni: skrzypek, gitarzyści, czasami schodziła niżej Linda grając na saksofonie, wyżej w środku trzy stanowiska z klawiaturami, najwyżej zestawy perkusyjne i klawisze Lindy, nad nimi ekrany. W zależności od potrzeby, czasami na zestawach perkusyjnych grały naraz dwie osoby, jak i dwóch gitarzystów. Linda Spa prócz gry na flecie i klawiaturze dmuchała też w dużą egzotyczną tubę. Na trzech dużych ekranach przesuwały się obrazy pływających ryb, sterowców, potężnych kanionów, jadących drogą ciężarówek (często powtarzany złoty truck z napisem „40”) czy gwiazd rozsianych po niebie – odpowiednio do aktualnie granej muzyki. Dobrym pomysłem było zatrudnienie gitarzystów. Gerald Gradwohl i Bernhard Beibl dodają trochę życia i uczucia w niektórym momentach pokazu, czyniąc koncert bardziej rockowym. Dzięki temu całość, w końcu ponad dwie godziny muzyki, nie była tak nużąca. Od kilku dni dyskutujemy z żoną na temat urody obu dam z T.D. Mojej połowicy bardziej podoba się Linda. Faktycznie ma posągową urodę, niczym mitologiczna bogini. Ale Iris, gdy tak czarująco rozrabia przy swoim akcesorium, chyba mocniej przyciąga oczy moim zdaniem Jestem ciekaw czy Edgar brał ich wizualne wdzięki pod uwagę przyjmując dziewczyny do zespołu. Pewnie tak. Jeżeli nie, to przynajmniej później medialnie to wykorzystał Widać też, że obie panie podczas gry się spełniają i dobrze się czują w zespole. Zastanawiałem się czy to dobrze, że Froese nagrywa i wydaje takie a nie inne płyty, czy lepiej jakby zszedł z muzycznej sceny. Kiedyś uważałem, że powinien przestać. Teraz mam wątpliwości, a co by robił ze swoim życiem? Chyba lepiej niech jest jak jest. To prawda że to inna muzyka, inna jakość, inne czasy. Ale te same życie i trzeba przejść je do końca robiąc coś z sensem.