niedziela, 22 maja 2011

Steve Roach - Empetus (2-CD Collector's Edition)



     Steve Roach znany jest wśród fanów jako płodny twórca grający ambient. Ale w połowie lat 80.  nagrywał muzykę dynamiczną i pełną wigoru. Dobrym tego przykładem jest zawartość albumu Empetus. Nazwa będąca modyfikacją oryginalnego słowa  Impetus – impuls,  nawiązywała do rozważań na temat ruchu, energii i dynamicznego jej przepływu. Udostępniona na niej muzyka była odzwierciedleniem nowego podejścia do materiału, odbiciem marzeń kompozytorów i producentów sprzętu działających w Los Angeles w tamtej dekadzie. Roach, po kilku tradycyjnych wznowieniach, zdecydował się w 2008r.na wydanie kolekcjonerskiej edycji z bonusową drugą płytą. Na pierwszym krążku można posłuchać dziewięciu utworów: Arrival czyli hipnotyczne sekwencje którym towarzyszą wybuchy, odgłosy poślizgów. Można odnieść wrażenie, że to szalona jazda nad krawędzią przepaści. Wszystkie dźwięki gonią gdzieś przed siebie w bezładnym popłochu, aby niespodziewanie wygasnąć. W Seeking generowany jest trochę inny, spokojniejszy rząd dźwięków, pozostałe linie melodyczne są wyraźniejsze. Poszczególne przebiegi ładnie krążą w muzycznej przestrzeni, a główny motyw (co rusz zagłuszany przez towarzyszące frazy) zdaje się wyrażać głęboką melancholię.  Jakby zmagania refleksji z żywiołem życia. Conquest - dynamiczna pętla efektów perkusyjnych z nerwową serią powtarzalnych brzmień. I tu słychać zalążek melodii która próbuje przebić się przez agresywny podkład. W czwartej minucie wchodzi wokal Weslie Brown, dodając trochę ciepła i ludzkiego wymiaru dominującym kaskadom zimnych uderzeń syntezatorów. Mimo wszystko, przygnębiające wrażenie ciąży do końca kompozycji. Empowement to muzyka falująca w dół i do góry. Sekwencja tła, rozpędzona jak policyjny samochód w akcji, dodaje muzyce dramatyzmu. Roach, niczym wprawny dentysta dokonujący ekstrakcji, manipuluje emocjami słuchacza w skali o dużej rozpiętości. Mam wrażenie jakbym podróżował rollercoasterem w wesołym miasteczku. Uff… Ale jestem już bezpiecznie na ziemi. Twilight Heat  - trochę spokojniejsza ścieżka, gdzie sekwencja, szarpana i krótka, współgra z pasażami ciepłych dźwiękowych fal. Ale utwór trwający tylko trzy minuty, jest właściwie przygotowaniem pod kolejną, bardzo uroczą ścieżkę. Merge – najbardziej wpadająca w ucho kompozycja, komercyjna w dobrym tego słowa znaczeniu. Rozbujana, dźwięczna, z samplami ptaków i ponownie śpiewem Weslie Brown. Wyraźna optymistyczna melodia opleciona dzwonkami, urywa się dość gwałtownie, jakby autor nie chciał zbyt długo utrzymywać słuchaczy w pozytywnym nastroju. Urge - ponownie sekwencja składająca się delikatnych dźwięków, przypominających dzwoneczki, masakrowana ciężką, toporną perkusją. Utwór jest dziwnie zmiksowany, przez co powstaje wrażenie jakby taśma matka wyciągnięta została z spod kół ciężkiego walca drogowego, a Steve uparł się ocalić co się da z materiału. Distance in Near – galop różnych struktur, okraszone perkusją w szybkim tempie wybuchają one i gasną. Jak na niespełna trzy minuty sporo tu dodatków, ale pomysł na utwór gdy ledwo zdążył zaistnieć - szybko kończy żywot. The Memory – refleksyjny, bez męczących, spektakularnych fajerwerków i zaskakujących zwrotów. Jest dobrym podsumowaniem całego materiału. Bonusowy materiał zawarty na drugim CD zawiera dwie kompozycje: obszerną, ponad czterdziestu minutową analogową Harmonia Mundi gdzie Roacha wspiera Thomas Ronkin i blisko półgodzinny Release. Przyznam że Harmonia jest w takiej dawce raczej niestrawna, po około 20 minutach śmiało można byłoby ją zakończyć.  Słuchanie jednej sekwencji podlegającej licznym ale minimalnym w charakterze zmianom, jest jak zmuszanie kogoś do jedzenia na raz całego tortu. Za to Release, w którym słychać wyraźne inspiracje muzyką Klausa Schulze z lat 70. jest bardziej różnorodny i wielowątkowy. Znalazło się tu miejsce na budowanie nastroju, zmianę tempa, solo i wprowadzanie rożnych elementów dodatkowych. Mimo dużego nasilenia dźwięków, nie gryzą się one wzajemnie. Materiał jest podobny do pierwszej płyty, autor daje się nacieszyć niektórymi pomysłami dłużej niż pięć minut.
    Bardzo dobrze że ukazało się to wydawnictwo, niektórzy miłośnicy muzyki elektronicznej mają okazję poznać bardziej dynamiczną stronę osobowości Roacha, jego fascynację niemiecką elektroniką sekwencyjną.