środa, 11 maja 2011

Steve Dinsdale - New Church


    Muzyk  z uznanego tria najwyraźniej zatęsknił do czasów, gdy Edgar Froese wydawał swoje najlepsze solowe płytki. Dinsdale podjął siępodobnego wyzwania. Zawartość krążka New Church z 2009 r. to zaledwie 40 minut muzyki i dziewięć krótkich kompozycji - ale jakże intrygujących. 1.Introduction. Trwający półtorej minuty "Introduction" to melodyjny motyw w klimatach kojarzącymi mi się z literaturą dekadencką. Już wiemy, że to jest niezwykła płytka.  2. New Church Part I. Z zaskoczenia w pierwszym momencie pomyślałem sobie, że to gra Edgar Froese na Epsylonie, impresja w stylizacji molotronowo-organowej i akustyczne "przeszkadzaje" żywcem z 1974 r.  Przez pierwsze dwie kompozycje muzyka płynie do uszu słuchacza jakby nieśmiało, lekko go adorując. 3. Wright on. W trzecim fragmencie, najbardziej "komercyjnym" i po pierwszym  przesłuchaniu zapadającym w pamięć, słychać wyraźną linię basu  ozdobioną drobnymi dodatkami i nieskomplikowanym rytmem. Proste,  przejrzyste figury, pod koniec biją dzwony. Odnoszę wrażenie, jakbym  jechał samochodem po autostradzie, a auto co rusz zbacza w stronę pobocza. Grające instrumenty robią wrażenie, jakby popadały w niebezpieczny rezonans. Niesamowite, jak on to zagrał? 4. New Church Part II. W motywach tytułowych - dużo kolorystyki. Stojące frazy urzekające swoją  prostotą, umiejętność tworzenia klimatu to niewątpliwa zaleta muzyka. 5. March for Peace. Perkusja i ponury motyw melodyjny, jakieś toporne bębny biją niczym gong do sąsiada piętro niżej. Dominuje smutna, smętna melodia. Ciekawe, że całość to zaledwie trzy nachodzące na siebie warstwy instrumentów pracujące ciężko jak w kamieniołomie. 6. Moorland dark. Kolejny posępny w nastroju wstęp niczym z mrocznej jaskini. I tak się  ciągnie przez całe 6 minut, zgodnie z tytułem zresztą. 7. WDR 74. Trochę przypomina mi loty z  płyty "Macula Transfer". Rozedrgane w powietrzu dźwięki krążą od ucha do ucha. Kilka ciężkich aksamitnych fraz granych w jakiejś swoistej regularności. Nie upierają się, aby tworzyć jakiś konkretny kształt - przypominają plamy dźwięków pozornie generowane bez celu. 8. Gone Mission. Wyraźniejsza melodia i perkusja. Smutna opowieść snuta przy pomocy  oszczędnych środków wyrazu. Ponownie ładnie się rozkręca w bicie  dzwonów. Słychać efekty wołania sów. Klarowność przekładu i czytelność  przesłania. Można zanucić motyw przewodni. Więcej wodotrysków. 9. New Church Part III. Stojące organowe frazy to apogeum dzieła plus ogólna melodia, pełna tęsknoty i rozmarzenia. Wyraźne ciepło bijące od tej kompozycji  pozostawia nieodparte wrażenie, ze tej muzyki jest za mało. Należy ją  zatem ponownie odsłuchać.
  Znakomita płytka stylizowana na stare dobre lata 70.