środa, 11 maja 2011

Rolf Trostel - Inselmusic


     Jak często zwykłem mówić: cały urok tej muzyki to piękno w prostocie. Płytka Rolf Trostel - "Inselmusic" jest krótka i dość monotematyczna. Rozpoczyna ją "Test Tanz" 8:18 Kompozycja oparta na prostym rytmie i melodii, która w pogłosie stanowi pretekst do generowania różnych efektów akustycznych - jako jej wypadkowych - niczym w matematycznych wyliczeniach. Muzyk płynnie opowiada smutną historię, echo mu wtóruje, jednak jest to bardziej próba stworzenia szczególnej aury niż opowieści z początkiem i końcem. "Art Meta" 11:41 Po jednorodnym wstępie trochę bardziej urozmaicona struktura perkusyjna. Również i tu przewodni motyw pogwizduje refleksyjnie, aż do momentu przełamania rytmu. W siódmej minucie, ze swoistego bałaganu i chaosu, wyłania się z przegrupowania kolejna opowieść urozmaicona niewielką ilością ozdobników. W stojącej frazie wybrzmiewa temat, który niestety, gwałtownie się kończy. "Ur teil" 8:33 Z mroków nieznanego, dziwnego świata dźwięków, wydobywa się kołysana przez rytm, coraz wyraźniejsza melancholia. Klimat jest tu trochę podobny do innej urokliwej płyty - „Harmonic Ascendant” Roberta Schroedera. Bez użycia intensywnych środków wyrazu, przy pomocy tylko kilku delikatnych ścieżek, otrzymujemy bardzo sentymentalną i wzruszającą historię. Niestety i ona szybko gaśnie. Skizo 19:00 Z głośników słychać przygnębienie, muzyka płynie powoli, prowadząc słuchacza w coraz niższe pokłady melancholii. W piątej minucie autor decyduje się ożywić całość delikatnym rytmem. Czasami dominuje on będąc preludium do wprowadzenia kolejnej, jeszcze smutniejszej frakcji, której nie da rady rozebrać bez butelki wzmacniającego napoju ;). Pięknie wykorzystuje tu Rolf prosty rytm wybijany jak na bębenku, aby przejść za chwilę do kolejnej części dzieła. Znów trochę zamieszania, dźwięków wyraźnie męczących i zwieńczenie suity: rytm, melodia,  i efekty gromu. Muzyka osiąga apogeum smutku. Co jakiś czas wzmocniona głośniejszym akcentem prowadzi słuchacza przez wszystkie odcienie melancholii. Niesamowite, jak można tak dobitnie zagrać boleść przy dość dynamicznym i wyraźnym rytmie!  Zapis tych nagrań porusza mnie i zadziwia niezmienne przez wiele lat. Ciągle się zdumiewam, jak przy pomocy tak niewielu instrumentów udało się uzyskać tak wyraziste efekty. Muzyka jest niesamowicie przygnębiająca i boleściwa, ale taki właśnie jest jej urok. Przebija ją żalem tylko inna płyta tego autora: "Narrow Gate To Live".
   W kompaktowej reedycji Inselmusic dodano utwór Prophet, ale to już inna bajka.