środa, 11 maja 2011

Robert Schroeder - Paradise


     Robert Schroeder, bardzo wrażliwy artysta wydał w1983r całkiem odmienną niż poprzednie płytkę. Szukał nowych środków wyrazu i to wyraźnie słychać na Paradise. Choć od tamtego czasu popłynęło sporo wody w jego Raju, zawartość płyty brzmi w dalszym ciągu bardzo nowocześnie.
     1) In Memory of Paradise 8:04 Według autora suita zaczyna się od pętli z próbką modulowanego słowa Paradise (nigdy bym się nie domyślił), gdzie pośród odgłosów ptaszków i innych rajskich zwierząt generowanych chyba wyłącznie cyfrowo, wkracza zrytmizowana syntetyczna muzyka, trochę zimna, bardzo konsekwentnie idąca do przodu. Melodia  nieśmiało kroczy jakby ledwo nadążając za rytmem. Rob próbuje regularnie ocieplić te dość sztuczne dźwięki gitarą. Zaprogramowane motywy co jakiś czas się powtarzają a główna melodia wybrzmiewa trochę sympatyczniej. I płynnie przechodzi w drugi fragment: 2) Moments 5:03 Tu ewidentnie wszystko przyspiesza, staje się głośniejsze, wyraźniejsze i bardziej.. ludzkie. Sentymentalna melodia kontrastuje z syntetycznym podkładem jednak te połączenie daje nowe, pozytywne wrażenia odsłuchowe. Bardzo głośne solo, jakby centralne miejsce tego nagrania w końcu rozpada się w przełamaniu do kompozycji. 3) Deep Dream 4:59 Uwolniony rytm pozbawiony już intensywnego motywu wiodącego, świetnie daje sobie radę z opowiadaniem historii. Powstaje niesamowite wrażenie że oto artysta zmęczony odchodzi od klawiatur a instrumenty rozpędzone grają dalej same, jakby siłą bezwładu. Wędrują od ucha do ucha w bardzo kosmicznym klimacie. Te tło w końcu schodzi o oktawę niżej. Balance 0:57 Bardzo smutno wybrzmiewa przez tą minutę i znów podnosi się do części nazwanej: Future Memories 3:34 Schroeder zatacza jakby koło. Program zgrabnie wygrywa motyw początkowy suity, nie tracąc nic z dostojeństwa i powagi chwili. W podniosłych emocjach pętla ze słowem "Paradise" zgrabnie kończy te sympatyczne elektroniczne dziełko.
    Druga strona analogowej płyty zaczynała się przebojowym Skywalker 5:02. Tę dynamiczną i wpadającą w ucho kompozycję równie dobrze mógłby zagrać J.M.Jarre. Z wielką swobodą tu sobie poczyna Robert opierając się na chwytliwej melodii okraszonej nieskomplikowanych rytmem i atrakcyjnymi stereofonicznie dodatkami. To bardzo udany pomysł na propagowanie elektronicznej muzyki poprzez takie lekkie i przyjemne utwory jak Skywalker. W kolejnej kompozycji Time Machine 8:57 wracają poważniejsze nastroje. Zdeterminowany rytm, powtarzany niczym kroki robota z filmu SF wytwarza klimat nieuchronności i zagrożenia, wygrywana melodia w podobnym tonie działa wybitnie refleksyjnie. Po szaleństwach i próbkach inwencji prawdziwe ukojenie w odmiennej strukturze. Timeless 7:17 Leśne stwory wołają do siebie nocą. Być może to raj wieczorową porą? Nie wiem.. Ale po blisko trzech minutach takich efektów pojawia się ciepła gitara w harmonii z syntetycznym akompaniamentem snując swoją stonowaną opowieść już do końca w podobnym klimacie.
       Znakomita muzyka, nowatorska jak na tamte czasy, doskonale broni się do dziś. Robert Schroeder mimo fascynacji muzyką Klausa Schulze (który notabene został kiedyś ojcem chrzestnym jego dziecka), jest na tyle zdolny aby tworzyć swoje fascynujące światy. Przenikają się w nich piękne melodie i nieszablonowe aranżacje, dostarczając wiele emocji i niezapomnianych akustycznych wrażeń.