wtorek, 17 maja 2011

Peter Mergener - Phonetic Society


        Klika lat temu Peter Mergener zyskał moje uznanie pięknym w treści wydawnictwem ”Noises In The Sky”, zaś kolejna pozycja, zatytułowana „African Smile”, urzekła mnie swoim pogodnym klimatem. Z każdym albumem badał coraz to inną gałąź muzyki elektronicznej, odnosząc się czasami do rocka, oraz popu. Co zawiera jego najnowszy produkt „Phonetic Society”? Postanowiłem to bliżej zbadać.Osiem utworów trwających od 3 do 11 minut, niespełna godzina grania. Rozpoczynająca całość kompozycja Mindflow to bardziej pogodne niż smutne rytmy, co jakiś czas urozmaicone samplem kojarzącym mi się z chorałem. Miła sprawa, choć może niepotrzebnie tak nasycona różnymi barwami w stylu Enigmy. Starflight - zgodnie z tytułem na początku słychać lot w przestrzeni kosmicznej, a potem, w trochę zagadkowym nastroju rozwija się struktura rytmiczna, ale nie wynika z tego nic nadzwyczajnego. Mimo wszystko więcej tu elektroniki niż popu. Shiva Connection. Żeńskie wokalizy sugerują inspiracje muzyką wschodu. To właśnie one są odpowiedzialne za sugestywny nastrój tego utworu, który utrzymany jest raczej w rozrywkowym, niż duchowym wymiarze. Osobom wrażliwym na egzotyczne akcenty może się podobać. Timepassengers ma ambicje być kompozycją na miarę elektroniki pobudzającej emocje rodem z drugiej połowy lat 70 tych. Ej… Fajne to jest ;)  Na sekwencyjny, szybciutki, basowy podkład w stylu filmowych produkcji Johna Carpentera, Peter nałożył kilka intrygujących dodatków, które w moim mniemaniu nawiązują do najlepszych dokonań Baumanna, zespołu Ashra i… No właśnie, pewnie każdy będzie miał swoje skojarzenia. Trochę mroczne zakończenie - odliczanie i pasażerowie przekraczają barierę czasu. Ta 11-to minutowa kompozycja jest najciekawsza w całym zestawie. Rotation. Właściwie można zaliczyć ten fragment do muzyki dyskotekowej, ale przez rozbudowany, gęsty rytm przewija się motyw, który słabo kojarzy mi się z suitą Madrigal Meridian zespołu Tangerine Dream i odrobinę z E≠mc² Marka Bilińskiego. Transformation. Zgodnie z tytułem, podstawowym pomysłem w tym utworze jest transformacja muzycznego przebiegu. W tle odpływa i przypływa miła uszom fala, a modulowana fraza sięga granicy częstotliwości, jaką toleruje ludzki słuch. Jeden pomysł, który trwa niecałe cztery minuty. Phonetic Society – tytułowa kompozycja zagrana lekką ręką, bazująca na sekwencji, która co jakiś czas ustępuje miejsca rytmowi z dyskoteki rodem. Taki wyścig trwający siedem minut, urozmaicony jest samplami odległych komunikatów. Znów mam wrażenie, że Mergener zręcznie kopiuje motywy, które znacznie wcześniej znalazły uznanie wśród słuchaczy. Jednak zbyt płytka to ścieżka, aby zostać w pamięci na dłużej. Floating Energy. Wdzięczna melodia i znów ten beztroski popowy rytm. Balansuje to na pograniczu kiczu i nędznych filmowych ilustracji. Co do końcowej oceny mam bardzo mieszane uczucia. Mergener być może świetnie bawi się konwencją, ale dziwi i drażni trochę fakt, że tak doświadczony muzyk ma upodobanie w graniu fragmentów „do kotleta”. Odnoszę wrażenie, że sam nie jest zdecydowany, którą drogą chce podążać. Być może nie lubi już grać w stylu Software, ale czy to nie jest zamiana siekierki na kijek? Mimo wszystko jest profesjonalistą i potrafi pokazać swoje wysokie umiejętności. Aby potem, co jakiś czas, zamienić je na drobne. Ta nierówna i dziwna płyta nie jest pewnie jego ostatnim słowem.
      Czy fani, którzy pamiętają jego najlepsze dokonania, mogą jeszcze liczyć na zwyżkę formy?  Czas pokaże.