wtorek, 10 maja 2011

Paul Haslinger - Primitive Future


 Austriacki pionier elektroniki, o starannym wykształceniu muzycznym jest najbardziej znany ze współpracy z grupą Tangerine Dream. Jednak zamykanie jego twórczych dokonań do nagrań tylko w tym zespole byłoby błędem. Dochodzą do tego między innymi eksperymenty z zespołem Lighwave i muzyką do amerykańskich filmów, z której zresztą nie jest zbyt dumny. Najwyraźniej więc swoje solowe płyty traktuje jako odskocznię: folguje sobie robiąc to co naprawdę lubi. Taka jest też płytka "Primitive Future". Nagrał na niej zupełnie inną muzykę niż ta filmowa: miejscami dzika, jednocześnie skłaniająca do  refleksji, gorąca i trochę orientalna. Niewątpliwie wykonawcę inspirują inne kultury i starożytne cywilizacje. Takie fascynacje przyczyniły się do powstania muzyki nie najłatwiejszej w odbiorze, niepokornej ale jak sądzę, w miarę oryginalnej. Mocno akcentowane rytmy i wokalizy nie zniechęcają do słuchania. Jeśli ktoś szuka czegoś innego, to właśnie tu to znalazł. Paul dużo eksperymentuje w swoim studio, szukając nowych form muzycznego wyrazu, łącząc i miksując najróżniejsze skrajne sobie wątki. Dlatego w jego muzyce można znaleźć właściwie wszystko. Ten akustyczny eklektyzm nie tylko jest do zaakceptowania, ale może nawet pociągać odmiennością i świeżością. Czy stanowi to dobrą metodę na artystyczne spełnienie? Pewnie tak. Jest też dowodem na to, jak wiele nowego brzmienia można jeszcze wydobyć, niekoniecznie poprzez powtarzanie schematów. Zamiast tylko szokować, można samemu wnosić coś nowego.
       Ta płyta to mieszanka nie wybuchowa: współczesna cywilizacja technologiczna - vs. afrykańskie tradycje plemienne.