niedziela, 15 maja 2011

Klaus Schulze - Audentity


     Znamienna muzyka będąca na zawsze dobrą częścią mojej młodości. Pamiętam jak niedługo po ukazaniu się tego albumu zakupiłem wzmacniacz hi-fi, trzy drożne kolumny, niezły gramofon i nareszcie mogłem się delektować pełnią muzycznego przekazu. Płyta Audentity nagrana zimą 1982/83r zawiera bardzo zróżnicowany materiał. W niedawnej reedycji przegrupowano kolejność utworów i dodano 58 minut muzyki. W tej nowszej wersji pierwszym dziełem jest rozbudowana Cellistica 24:31.Nagranie gdzie Klaus podejmuje się ryzykownego zabiegu: połączenia partii wiolonczeli w dialogu z nowoczesnym rytmem. Po mocno zakręconym, pełnym efektów wstępie otrzymujemy dynamiczną strukturę, w której rozkołysane rytmy, kilka cyfrowych urządzeń obsługiwanych przez Klausa i Rainera Blossa, co rusz toczą walkę o prym z brzmieniem wiolonczeli, na której gra Wolfgang Tiepold. Dołącza do nich Michael Shrieve uzupełniając kompozycję perkusyjnymi wstawkami. W kilku momentach słychać fascynacje Klausa muzyką klasyczną. Celebracja nastroju, instrument Tiepolda to się cofa, to wraca i rzewnie zaciąga. Co kilka minut w zgrabnym przełamaniu emocje idą w górę. Frazy modulują. Pod koniec na chwilę ilość grających maszyn się zmniejsza, aby po licznych manifestacjach i transformacjach ulec pośród efektów wyciszeniu. Spielglocken 21: 24 Zaczyna się bez rozbudowanego wstępu i łatwiej wpada w ucho, dosyć dobrze broni się mimo braku rozbudowanej perkusji. Gra wiolonczela, ale trochę na dalszym planie, ważniejsze są inne motywy. Po wyraźnym oczekiwaniu na przełom, słychać bardzo delikatne przejście i wyakcentowanie tętna. Klaus nie posługuje się tu efektownym trikiem o nazwie bodajże „hall speed cut” tak chętnie wykorzystywanym na koncertach pół roku później do akcentowania zmian nastroju … Miłe dla uszu dzwonki wygrywają swój motyw, szeroko rozstawione w stereo basowe maszyny rytmiczne pięknie wypełniają przestrzeń, co jakiś czas zmienne tempo lekko unosi konstrukcje wyżej. Dzwoneczki z ozdobnikami dalej grają ładne melodie, w końcu jak w poprzedniej kompozycji wszystko lekko przyspiesza, emocje rosną, rytmy są bardziej zawirowane.. Dodatków coraz więcej, a wydźwięk lekko zbliżony do nagrań z płyty Tonwelle. Absolutnie doskonała końcówka. Solo jest bardzo intymne, schowane za basowymi strukturami, a ważną rolę pełnią pogłosy. W końcu smutne rozważania w rytmicznej ramie zmierzają do wniosków mało optymistycznych. I gasną w tonacjach molowych. Ciekawe. Twórcze cierpienie artysty wyrażone techniką skocznego rytmu. Sebastian In Traum 28:21 Ta kompozycja Klausa świetnie broni muzyka przed ewentualnymi zarzutami krytyków o granie bardziej komercyjnej muzyki. Nie ma tu rytmu. Właściwie cały utwór to zapis eksperymentów i najróżniejszych efektów. Drzwi się otwierają, smętnie zawodzą partie skrzypiec, w końcu okazuje się, że przez całe nagranie przewija się tylko jeden melodyjny motyw w trzech kolejnych odsłonach. Eksperymenty z głosami ludzkimi obrobionymi na taśmach.. Poszukiwania pogłosowe, oklaski publiczności, strzały z broni (zawsze zastanawiałem się przez te lata czy Klaus nie miał czasami dość niektórych melomanów), muzyka jest faktycznie coraz bardziej oniryczna i senna. Koniec został mocno zniekształcony jakby zawirusowany. Wracamy do rzeczywistości. Druga płyta rozpoczyna się krótką wprawką: Tango Saty  05:47 Monotematyczna kompozycja z perkusją wygrywającą stały rytm i dodatki na bębnach Simmonsa. Trochę efektów, szczątkowa melodia nie do końca rozwijana, potraktowana bardziej jako próbka. Właściwie to szkic utworu, który nawet zgrabnie łączy się z kolejną kompozycją na płycie. Amourage 10:37  Po efektach i dziwnych dźwiękach, w drugim planie fortepian gra bardzo ciche partie jakby mało związane z tym, co będzie później - kiedyś, zanim dostałem płytkę w swoje ręce myślałem, że to przebicie poprzedniej ścieżki z taśmy magnetofonowej ;). Motyw rzewnie pogrywa smętną, jakby to moi rodzice powiedzieli „kocią muzykę”. Obrazowe to i sentymentalne zarazem dziełko opisywać ma pierwsze młodzieńcze miłosne uniesienia. Chyba nie do końca szczęśliwe jak mniemam z dość ponurego nastroju. Opheylissem 05:11 Suchy i zimny jest ten utwór w klimacie krótkich kompozycji z płyty „Dig it”.  Perkusja towarzysząca wyrafinowanym motywom gra celowo jednorodnie a pomysły nie rozwijają się zbytnio..Czyli podobnie jak w „Tango Saty” mamy do czynienia tylko ze śladem pomysłu na muzykę. Gem 11:34 Dodatkowo dodana ścieżka gdzie słychać rozmaite efekty mające być wstępem do czegoś ciekawszego. Trochę monumentalne i nadmuchane krótkotrwałe barwy może nadają się, jako tło do specyficznych obrazów filmowych, nie stanowią jednak jakiejś zamkniętej całości. Tiptoe on the Misty Mountain Tops 14'43 Dynamiczna struktura brzmiąca jak odpad taśmy matki z sesji „Drive Inn”. Przez 14 minut do galopującej sekwencji Klaus wprowadza jakieś dodatki. Ale okazuje się, że ten pomysł rozciąga się na Sink or Swim 10’02 - czyli kolejne dziesięć minut dynamicznej jazdy gdzie podobnie - do perkusji i powtarzających się z automatu motywów dodawane są rekwizyty. Kiedy kolejny utwór, At the Angle of an Angel 15'44 w ciut zmienionej dynamice powiela pomysły - zaczyna to być lekko nużące. Wcale nie byłem zdziwiony jak w ostatniej ścieżce Of White Nights 06'00 czekała mnie podobna akcja. Te jałowe powtarzanie motywów z najbardziej komercyjnej płyty Klausa nie było dobrym pomysłem, jako bonus do Audentity - ambitnej opowieści o szukaniu własnej tożsamości. Nie znaczy, że są to złe kompozycje, ale aż 58 minut bonus - śmiało można było zrobić z tego „Drive Inn 3”;).Podsumowując: po 28 latach stare nagrania bronią się całkiem dobrze. Również rytmiczne suity Cellistica i Spielglocken – zawierają przecież dość smutną muzykę owiniętą tylko w rytmiczne ramy.

     Klaus nie powtórzył już więcej tak ambitnych i spektakularnych pomysłów jak w suicie Sebastian In Traum a koncertowe wykonania utworów z tej płyty to prawie inne, nowe nagrania. Inaczej położone akcenty i bardziej uwypuklone solowe improwizacje na "Dziękuje Poland" powodują, że na każdą z tych płyt patrzę inaczej. Audentity jest tylko jedna!