niedziela, 15 maja 2011

Ian Boddy - Slide


     Ian to trochę człowiek - kameleon. Ten bardzo płodny brytyjski muzyk jest jednocześnie wydawcą i producentem swojej muzyki oraz dokonań paru kolegów. Mam wrażenie że jest tak sprawny technicznie że zagrałby każdą rzecz jakiej by się od niego zażądało. Kiedyś zwrócił moją uwagę wielce ciepłą płytką „The Uncertainty Principle" z 1993. Zacząłem więc szukać innych jego nagrań, ale trafiłem na jakąś nijaką „Drive” i na pewien czas się zniechęciłem do dalszych badań jego twórczości. Potem usłyszałem o udziale Iana w duecie ARC a znając zapędy Mark Shreeve’a  do pulsacji spodziewałem się dobrej muzyki. Nie zawiodłem się. Również współpraca Boddy'ego z Bootsem wydana na krążku „Phase 3” należy do udanych przedsięwzięć.Wracając do samodzielnych jego projektów, pośród wielu nierównych dokonań album „Slide” pozytywnie się wyróżnia. Muzyka jaką tu słychać jest bardzo różnorodna i nie daje się łatwo sklasyfikować. Ian umiejętnie łączy podgatunki elektroniki na swój oryginalny i ekscentryczny sposób. Nagrania są przemyślnie ułożone: co jakiś czas, pomiędzy różnymi dziwnymi niedopowiedzeniami słychać chwytliwy i atrakcyjny motyw. Autor trochę bawi się ze słuchaczem konwencjami zaskakując co rusz czymś niespodziewanym. Ta zabawa niesie w konsekwencji muzykę przyswajaną a jednocześnie dość oryginalną. Dodatkowego smaku dodaje nietypowy, nowy w kolekcji Boddy’ego  instrument oparty na projektach sprzed prawie stu lat w brzmieniu podobny ponoć do sławetnego Thereminu. Jak się doczytałem w Internecie -"odpowiedni przełącznik po lewej stronie klawiatury pozwala na naturalną i subtelną kontrolę artykulacji każdej nuty". Niezależnie od przyczyn i powodów, faktem jest że ekspresja z jaką autor produkuje co raz to nowe rozwiązania brzmieniowe w dziewięciu krótkich utworach, czyni te dokonania godnymi częstszej uwagi. Czyli mówiąc potocznie można i należy je polubić :). I tak mamy tu próbki w stylu ambientowym, ale to nie jest do końca dark - ambient. Kilka nagrań brzmi jak przeboje, ale na pewno nie nazwę tego pop music. Większość utworów to kombinacje z dziwnymi rytmami przechodzące w bardziej strawny środek kompozycji i zakończenie które czasami robi wrażenie jakby pochodziło rodem z filmów klasy B (Tourmaline). Są akcenty dość mroczne lub smutne (The Probability Of Doubt, A Moment Of Gliss, The Possibility of Existence) ale i pogodne niczym słoneczny, wiosenny poranek - Yesterdays Memories. Zachwyca zaczynający się efektami z fabryk przebojowy Mechamystical i motyw przewodni płyty, który w Troubadour po kilku modyfikacjach pięknie się klaruje. Przez nagrania zgrabnie przewijają się glissanda, vibrato i soczyste sekwencje (Slide). Boddy straszy, zabawia  ale i imponuje swobodą i niewątpliwą weną. Zmienne nastroje nie pozwalają się nudzić.
    Całość optymalnie wyważona powinna być znana każdemu zwolennikowi El-muzyki. Na co więc czekasz? Odpal Slide i poślizgaj się sam :).