poniedziałek, 16 maja 2011

Edward Artemiev Mood - Pictures


      Zazwyczaj podejrzliwie podchodzę do wszelakiego rodzaju składanek. Przekonałem się jednak, że tylko bezstronność daje możliwość obiektywnej oceny. Pewnego wieczoru, zmęczony wrzuciłem jakąś nową płytę do odtwarzacza. Nawet nie patrzyłem specjalnie na okładkę, czy autora. To jednak co usłyszałem, wzbudziło moje uznanie. Okazało się, że słucham filmowej muzyki Edwarda Artemieva. Płyta Mood - Pictures okazała się znakomitym zbiorem różnorodnych utworów. I nic dziwnego skoro autor ma na koncie powyżej stu soundtracków, które nagrywa od blisko 50 lat. Można by pomyśleć, że ktoś zawodowo zajmujący się tworzeniem dźwiękowych ilustracji będzie mało strawny, albo do przesady komercyjny, ale tak nie jest. Jeśli to się zdarza, to nie w tym przypadku. 18 ścieżek z kilkunastu filmów brzmi tu nad podziw spójnie. Kompozycje Artemieva grane przez The State Orchestra of Cinematography zostały umiejętnie dobrane tak, aby podczas słuchania powstał jak okładka - smutny anioł i jak sam tytuł płyty sugeruje – odpowiedni nastrój. Nie ma tu nadmiernego grania symfoniki, co jest wadą wielu filmowych produkcji. Po sympatycznym, lekko pompatycznym temacie Siberiada, już dwa kolejne bogate są w syntezatorowe ornamenty. Relaksujący Swing z pogodnym gitarowym solo J. Bogdanova mógłby śmiało być uznany za impresję któregoś z niemieckich El-mistrzów. Dynamiczny, hałaśliwy i aż gęsty od dodatków Fire kojarzy mi się luźno z improwizacjami zespołu You. Kończą się trzy fragmenty muzyki z filmu „Siberiada”, wchodzi krótki motyw z filmu „A Buchter” pod tytułem „Looking after The Victim gdzie po niepokojącym wstępie mile wabi uszy delikatna sekwencja. Z kolei piąty utwór Kamchatka - Grand Voyager z filmu „Mammon” zawiera chwytliwą, graną na syntezatorze melodię bliską klimatom polskiego muzyka Mikołaja Hertla. W ciągu niespełna czterech minut wiodąca melodia, choć nie poczwarka, kilkakrotnie się przeobraża w coraz ładniejsze stadium. Równie atrakcyjna jest kolejna ścieżka, tytułowy motyw z filmu Fox Hunting gdzie w najlepszym berlińskim stylu, sekwencje ścigają się po kanałach. Z obrazu „A driver for Vera” autor zagrał smutną kompozycję Premonition, która po dwóch minutach zostawia w pamięci jakieś ulotne… przeczucie. Zmianę klimatu na trochę żywszy, proponuje Polygon pełny werwy i ognia fragment z filmu ”Moon Raibow”.  Trochę zaskakujące, dramatyczne Credo z filmu Requiem burzy dotychczasowy prawie sielankowy nastrój. Podobnie zamglona i niespokojna jest Aria - jeden z trzech urywków ze ścieżki dźwiękowej do obrazu SF „The End of Eternity” będącego ekranizacją świetnej książki Asimova. Kolejne tracki z tego filmu, nerwowy A Road to Nowhere - mój ulubiony na tej płycie i trochę apokaliptyczny The Well of Eternity kojarzą mi się z filmami SF z lat 80 tych. To ta konwencja. Luźniejszy i sentymentalny jest Lullaby z filmu „Night of a Birth”, a całkiem oczyszcza z napięcia typowo filmowy Serenade - motyw z obrazu ”Facet” z zapadającym w pamięć solo na saksofonie. Dwie kolejne kompozycje Dialog with a Computer i Vocalize będące ilustracją "By The Eyes of The Wolf” to poszukiwania odrobinę podobne do stylu Kristiana Schultze. Potem słychać wyeksponowany wokal T.Kuindji, z którym zgrabnie łączy się w symfonicznej oprawie gitara. Top of The World z obrazu “Legends of Peruvian Indians” to impresja w organowej stylizacji, trochę melancholijna i zadumana. Płytę ciepło i tajemniczo kończy Peregrini z dzwonami w dalekim tle i ponownie Kuindji w ekspresyjnej partii wokalu – który jest bardzo ważnym składnikiem tego utworu.Uważam, że to wstyd nie znać dokonań tego zasłużonego dla muzyki artysty, nie ma się też do czego przyczepić w budowie i charakterze tych kompozycji. Niewiele utworów przekracza czas czterech minut, nie ma więc mowy o znużeniu.
     Edward jest prawdziwą legendą światowej sceny muzycznej i ważnym kawałkiem jej historii. W Internecie przeczytacie o nim sporo zasłużonych superlatyw, a ta składanka jest dobrym materiałem do bliższego zapoznania się z tym nietuzinkowym rosyjskim kolorystą.