wtorek, 24 maja 2011

David Wright - Beetwen Realites


    David Wright to profesjonalny muzyk i kompozytor od wielu lat nagrywający ciekawe płyty. Jak sam deklaruje, nienawidzi biurokracji i ludzi bez poczucia humoru. Jest życzliwym, otwartym na świat człowiekiem. Te pozytywne nastawienie słychać też czasami w jego muzyce. Mi najbardziej przypadła do gustu płyta  "Beetwen Realites". Easter Innersense Dość długa, blisko piętnastominutowa kompozycja. Zaczyna się łagodnie a jej główną atrakcją  jest spokojna melodia, trochę stylizowana na orient. W tle subtelny rytm, jakby wystukiwany pałeczkami, co jakiś czas zanika i powraca. Sample odzywających się ptaków i innych stworów tworzą klimat bliski muzyce New Age, New Emotion.  Sporadycznie syntezator wydaje z siebie tęskny zew.  Do uszu docierają regularne przypływy i odpływy bezmiaru wód. Język recenzji nie potrafi jednak wystarczająco oddać klimatu utworu. A jest on romantyczny, poetycki a nawet lekko patetyczny. Jak wiosną, gdy świat budzi się do życia. Beetwen Realites Poważniejsza i zdecydowanie smutniejsza ścieżka być może opisywać ma krótkie ludzkie życie, pełne niepokoju i boleści. Nie ma tu już słodkiej melodii, emocje są głębsze, całość zdecydowanie bardziej melancholijna. Słychać stuki, szelesty, niektóre dźwięki ciągną się jak molo daleko wychodzące w jezioro. Te stojące akordy, długie wybrzmienia i powtórzenia czynią otaczającą rzeczywistość trochę nierealną. Czy o to chodziło artyście? Jeśli tak, to iluzja poruszania się pomiędzy rzeczywistościami należy do udanych. Strange Liaisons Tu króluje Tajemnica i Mrok. Takie odczucia przychodzą mi na myśl w pierwszej kolejności.  W serii akustycznych wydarzeń nie ma specjalnej regularności, za to słuchającego wypełnia co raz to większa nostalgia. David okazuje się mistrzem w kreowaniu nastrojów pełnych zadumy. Wyraźnie słyszane detale, niczym kamienie rzucane w otchłań, umiejętnie potęgują te wrażenie. Dziwny jest świat opisywany przez Wrighta. Over the Edge Pięć minut muzyki która z początku jest mocno chaotyczna, później nabiera cech uporządkowanej struktury. Lekko improwizowana, z dominującym fortepianem, wyraźnie odbiega od reszty muzyki z tej płyty. Taiga To moja ulubiona kompozycja. Spośród odgłosów ptaków, wyłania się na chwilę piękny motyw. Melodia spolegliwa jak dobry przyjaciel. Za chwilę jednak cichnie aby ponownie odrodzić się w towarzystwie zalążka rytmu. Podlega różnym przeobrażeniom. Jest oczywiście smutna, jak większość wartościowej muzyki. Trochę pompatyczna, dobrze nadaje się do ilustracji filmu,  niekoniecznie o tajdze. Tak delikatnie jak się zaczęła tak również się kończy - odgłosami podobnymi do tych wydawanych przez świerszcze. Ilusions Dostojne i ciepło brzmią tu syntezatory niczym pocałunek ukochanej osoby, gdy jej oczy wypełniają wszechświat. Słychać szum płynącej niedaleko wody, być może strumyka. Ponownie, jak na początku płyty, brzmi tajemniczy zew. Czy to wzywa nowa przygoda? Nie wiem. Ale jestem pewien że taka przyjazna człowiekowi muzyka, może dać tylko pozytywne wrażenia.

    Rozmarzona podróż po świecie muzycznej wyobraźni Davida Wrighta na tej długiej suicie się kończy. Jest wyzwaniem dla percepcji słuchacza, próbą uruchomienia tej szczególnej wrażliwości niezbędnej do odbioru dość subtelnych bodźców. Zdecydowanie dla romantyków.