sobota, 14 maja 2011

Constance Demby - Novus Magnificat


      O autorce tej suity i zawartości płyty Novus Magnificat napisano już masę superlatyw. Używając wzniosłych słów uznani recenzenci a także zwykli słuchacze starają się oddać cały urok tych nagrań. Emocje jakie wywołuje ich słuchanie wyniosły odbiorców na szczyty ekstatycznych doznań i... eleganckich określeń używanych w pochwałach. Więc z niejaką nieśmiałością postanowiłem napisać tylko parę słów przyłączając się do tego chóru miłośników twórczości Demby. Bo naprawdę trudno przejść obok tej muzyki obojętnie. Okazała się bardzo nowatorska w swojej formie. Chociaż próby łączenia muzyki poważnej z elektroniką miały już wcześniej miejsce (W.Carlos), to Konstancja nadała swoim dokonaniom wyjątkowy, kosmiczny wymiar. Udało się jej w niespotykany wcześniej sposób zintegrować elementy space rocka i harmonię klasyków. Zresztą, czego tu nie ma? Monumentalne symfonie wygrywane przez syntezatory, orkiestracje, organy godne Bacha… Mimo tych majestatycznych uniesień, muzyka jest zadziwiająco blisko wnętrza człowieka. Przy okazji jest też świetną relaksacją. Pozytywne wrażenia ludzi słuchających tych nagrań w szpitalach to najlepsze świadectwo geniuszu artystki. Niektórzy doznają religijnych doświadczeń podczas słuchania „Podróży przez gwiezdne wrota”. Fascynujące, prawda? Mi też ta muzyka bardzo się podoba, choć nie mam przy niej mistycznych przeżyć. Gęsta faktura i bardzo duże amplitudy nastrojów to domena pierwszej blisko trzydziestu minutowej części. Kolejne partie drugiej części bardziej zbliżone są do muzyki poważnej. Mniej zbite fale instrumentów czynią muzykę łatwiejszą w odbiorze. Pompatyczne przełamania subtelniej oddzielają wątki. Całość jest w większym stopniu intymna, choć dalej przestrzenna. To penetracja kosmosu i ludzkiej jaźni precyzyjna niczym skalpel i jak kobieta subtelna. Mam wrażenie że czasami z wyżyn wysokich przestrzeni muzyka schodzi niżej i ilustruje ziemskie krajobrazy. Otrzymujemy większe dawki melancholii i bardzo taktownie kończy się druga część suity. Czasami zastanawiałem się jak może brzmieć muzyka aniołów. Po wysłuchaniu tej płyty mogę to sobie już wyobrazić. Gdy płyta pojawiła się na rynku w 1986r okrzyknięto ją wtedy nowym standardem w komponowaniu.

    Czy tak się stało? Nie wiem. Ale jak piękne wydarzenie o którym chętnie się wspomina przez całe życie, tak tę muzykę można pieścić w pamięci i do niej powracać, aby szukać w tych utworach coraz to nowych doznań i wrażeń.