wtorek, 31 maja 2011

Andymian & Vanderson: Zamęt - Olsztynek 2007


   Gdy dotarła do mnie wieść o koncercie Andymiana i Vandersona w Olsztynku autentycznie się ożywiłem. Nad planowa elektroniczna impreza, czy to nie fantastyczne? I na dodatek tylko 30km drogi. Nie wymagam od życia zbyt wiele i doceniam takie niespodzianki. Skonsultowałem więc precyzyjny termin wyjazdu z Jackiem JotDe, ubraliśmy się z żoną ciepło i w drogę! Olsztynek sam w sobie jest niewielką miejscowością, więc jak już tam wjechaliśmy, bez problemów dotarliśmy do zamku. Na skromnym dziedzińcu zastaliśmy masę podekscytowanej młodzieży należącej do kilku grup teatralnych i bohaterów wieczoru kręcących się wokół aparatury. Andrzej na nasz widok wyraźnie się ucieszył, zamieniliśmy kilka zdań i poszukaliśmy sobie ławeczki jako punktu obserwacyjnego. Koncert rozpoczął się około 20.15, co specjalnie nikomu nie przeszkadzało. Muzyka Andrzeja Mierzyńskiego - Andymiana, po raz kolejny sprawdziła się doskonale jako dźwiękowa oprawa większego widowiska.. Na koncercie jest z nią trochę inaczej niż z domowym odczytem kompaktowego krążka. Wydaje się być nie tylko głośniejsza ale i bardziej monumentalna. Charakterystyczny klimat leniwego strumienia zdarzeń, w estradowej demonstracji nabiera cech bardziej mistycznych. Ciekawe, niby to samo, ale jednak w inny sposób się przyswaja. W trakcie jej słuchania uświadomiłem sobie dlaczego właściwie lubię koncerty. Że nawet najlepsze słuchawki nie zastąpią tej szczególnej atmosfery misterium jaka towarzyszy występom na żywo.. I nie chodzi tu bynajmniej o to, aby bas wciskał  żebra w mięsień sercowy, czy o niewątpliwą wyższość głośników koncertowych nad domowymi. Nie jest też szczególnie istotne, czy muzyka jest tworzona na bieżąco, czy leci z playbacku. Chodzi o klimat jaki jest tworzony przez zespół współpracujących ze sobą artystów różnej maści. To jest te nieuchwytne „coś” które pragniesz zrozumieć i zabrać ze sobą. Do całości dopasowana była również część druga koncertu.  Maciej Vanderson Wierzchowski na zasadzie kontrastu do dość kontemplacyjnej twórczości Andrzeja zagrał tradycyjny Berlin. Muzykę przy której - w chwilach bardziej dynamicznych - można było nawet potańczyć.  Dla osób którym eksperymenty Andymiana mogły się wydawać zbyt ambitne, Maciejowa muzyka stanowić mogła odskocznię do pełnego zrelaksowania. Choć nie był to jakiś el-pop, rzecz jasna. Formuła przedstawienia nie różniła się specjalnie od tego co można było oglądać rok temu w Olsztynie. Po prostu: coś co się skutecznie sprawdziło w jednym mieście, warte jest powtórzenia w innym. To dobry pomysł. Mam na myśli schemat performance typu „światło i dźwięk”. Jak słusznie zauważył Jacek, dwa lata temu w Olsztynie, część przypadkowej publiczności wyszła w trakcie koncertu, co rok później w przypadku zastosowania dodatkowych elementów wizualno-teatralnych przestało być problemem. Olsztynecka publiczność, choć może niewielka ilościowo, okazała się być wdzięczna i oklaskami reagowała przy szczególnie ciekawych wydarzeniach. Tym bardziej że dziewczęta operujące chorągwiami były pełne zapału i inwencji a niesamowite zabiegi ekwilibrystyczne z kulami ognia – tak, to wymagało wcześniejszego treningu i konkretnych umiejętności. A gdy później dołączyli szczudlarze, udowodnili że zamkowy bruk nie jest dla nich żadną przeszkodą w realizowaniu ich artystycznej wizji. Nie sposób nie wspomnieć też o poetyckich odczytach czystym, mocnym głosem Elżbiety Mierzyńskiej o aniele którego nie odda już nikomu (taką treść przynajmniej zapamiętała moja żona). Całość trwała mniej niż półtorej godziny, więc jak na tak krótki okres czasu wypełniaczy akustyczno-wizualnych było naprawdę dużo. Mieliśmy też sporo czasu aby po koncercie zaspokoić swoją ciekawość w rozmowach prywatnych z artystami. Andrzej powiedział mi że kończy materiał na nową płytę, przypomniał o kolejnych elektronicznych imprezach na najbliższe miesiące, a Maciej umożliwił bliższe przyjrzenie się swojej elektronicznej aparaturze. Mimo paskudnego zimna rozstaliśmy się bardzo ciepło.
    Kolejne miasteczko mogło bliżej poznać El-muzykę, a my mogliśmy wzbogacić siebie o nowe doświadczenia. Następny koncert już w lipcu w Olsztynie!